Kristina Yurchuk
painting
Nazywam się Kristina. Urodziłam się 7 października 1997 roku. Z wykształcenia jestem nauczycielką plastyki, ale nauczanie nie jest jedyną rzeczą, na której się skupiam. Bardzo ważne jest dla mnie ciągłe szukanie siebie w sztuce. Uważam, że sztuka jest na tyle wielowymiarowa, że poszukiwanie własnego miejsca w niej może trwać całe życie. Dlatego eksperymentuję z różnymi technikami, materiałami i tematami. Lubię sprawdzać, gdzie są moje granice i co jeszcze mogę powiedzieć obrazem. Malowanie jest dla mnie sposobem przekazywania własnego spojrzenia na rzeczywistość.
Kupno obrazu nigdy nie było dla mnie najważniejsze. Ważniejsze jest to, żeby praca zatrzymała widza, żeby go poruszyła, żeby coś w nim uruchomiła. Najczęściej tworzę martwe natury z życia. Pojawiają się w nich szklanki po alkoholu, obrane mandarynki, słodycze. Zależy mi na tym, żeby te martwe natury były nienudne i współczesne. Bliskie jest mi również sztuka konceptualna, która zmusza widza do myślenia.
Lubię, gdy obraz porusza konkretne problemy, gdy pojawia się pytanie: czy to nie ja jestem na tym obrazie?
Kupno obrazu nigdy nie było dla mnie najważniejsze. Ważniejsze jest to, żeby praca zatrzymała widza, żeby go poruszyła, żeby coś w nim uruchomiła. Najczęściej tworzę martwe natury z życia. Pojawiają się w nich szklanki po alkoholu, obrane mandarynki, słodycze. Zależy mi na tym, żeby te martwe natury były nienudne i współczesne. Bliskie jest mi również sztuka konceptualna, która zmusza widza do myślenia.
Lubię, gdy obraz porusza konkretne problemy, gdy pojawia się pytanie: czy to nie ja jestem na tym obrazie?
Artist statement
W podserię obrazów pod tytułem „Co mam na kolację?” wchodzą prace: „Samopożeranie”, „Akceptacja” oraz „Plotki”. Zamiast fizycznej kolacji bardzo często „karmimy się” czymś innym: akceptacją z mediów społecznościowych, oceną mierzoną liczbą reakcji, emocji czy polubień. Plotkujemy albo po prostu pożeramy się własnymi myślami i wątpliwościami. Cała seria została zrealizowana z perspektywy pierwszej osoby, tak aby widz nie był obserwatorem, a uczestnikiem tej kolacji. Dłonie jeszcze nie sięgnęły po potrawę. To moment wyboru, czy zdecydować się na tę formę „pożywienia”, czy nie. I ten wybór zawsze pozostaje po naszej stronie.
Seria obrazów „Obecność” ma taki tytuł, bo to o obecności i widzą, a malarza. Każdy obraz łączy się z kolejnym i tworzą niewidzialną sieć, w której nie da się zgubić. W tej serii liczy się kontakt między obrazem a widzem. Widz nie patrzy z boku, a wchodzi w przestrzeń, w której każdy detal ma znaczenie: linia, która prowadzi wzrok; światło, które zdradza napięcie; przestrzeń, która wyznacza granice obecności. To o stanie, który czujesz, nawet jeśli nie możesz go nazwać.
Kontakty